Co świat straci, jeżeli tego nie zrobimy

Wywiad z Anetą Sadowską-Wojak, prezeską Wayair Foundation oraz założycielką Q&A Consulting, obecnie Q&A Communications. 

Czym jest Wayair Foundation (Fundacja u Łejerów) i dlaczego powstała?

Wyobraźmy sobie, że w Afryce jest szkoła z teatrem, w której dzieci są bezpieczne i czują się potrzebne, w której potrafią wyrażać emocje, pracują w grupie, a traumy wojenne ich rodziców przekuwają na swoje dobre życie. A my przyjeżdżamy do nich po to, żeby razem uczyć się świata. Tego rodzaju koncepcje, jak pomysł założenia fundacji, nie rodzą się jednego dnia. To jest taka rozwijająca się myśl, która rodzi się w kilku osobach i w kilku miejscach naraz. Potem któregoś dnia jest nagle „klik” i wtedy wiesz, że to jest to i że masz absolutną wiarę, że to się uda oraz że Ty możesz być tego częścią. 

Kiedy zakładaliśmy Fundację u Łejerów, robiliśmy to z myślą, że każde dziecko, bez względu na miejsce zamieszkania, ma prawo do edukacji. Kiedy fundacja przybrała nazwę anglojęzyczną (Wayair Foundation), wiedzieliśmy już, że to wszystko nabiera szerszego znaczenia. Dlaczego? Zakładając fundację, myśleliśmy tylko o dzieciach w Polsce. Dwa lata później podjęliśmy decyzję, że będziemy pracować w Afryce. Przez te dwa lata my – łejerscy rodzice oraz łejerscy uczniowie, a w zasadzie: uczniowie i absolwenci – opracowaliśmy projekt, który – śmiało mogę stwierdzić – jest naszym projektem życia. Jest marzeniem każdego z nas. Pracujemy nad tym, żeby dzieci miały dostęp do wolnej, kreatywnej edukacji oraz godne warunki do nauki, żeby mogły mieć kontakt z ludźmi z całego świata. 

Czemu to jest takie ważne? Ponieważ ja absolutnie wierzę w to, że to dzieci z całego świata – te polskie, te afrykańskie, te azjatyckie i te południowoamerykańskie – stworzą nowe rozwiązania dla przyszłości, o których my dzisiaj nawet nie myślimy. Nie mamy obecnie takich możliwości, nawet mentalnych, na stworzenie rozwiązań, do których oni kiedyś dojdą. I zadaniem nas, dorosłych jest tylko stworzenie im warunków. Oni niczego więcej nie potrzebują. Dzieciaki na całym świecie mają tę samą zdolność rozwijania swoich umiejętności, ale nie mają wpływu na to, w jakich warunkach żyją i jakie warunki edukacji są dla nich stworzone.  

Czemu właścicielka największej poznańskiej agencji PR, osoba zapracowana, zajęta, do tego matka trójki dzieci zdecydowała się na taką inicjatywę? Przecież to pewnie niezwykle czasochłonne zajęcie? Jak udaje Ci się godzić te wszystkie role i z sukcesem koordynować takie wymagające przedsięwzięcia?

Jako osoba, która stworzyła już kilka organizacji, niewątpliwie mam umiejętność zebrania grupy, która ma power do zrobienia czegoś niesamowitego. Uważam, że ten leadership jest potrzebny, żeby niesamowite rzeczy działy się na świecie. Tak było z Q&A – ja absolutnie jestem przekonana, że ta organizacja jest wyjątkowa, zarówno na rynku agencyjnym, jak i reklamowym, nie tylko dlatego, że tworzymy świetne projekty dla naszych klientów i ich rozumiemy, ale też dlatego, że jesteśmy grupą ludzi, która ma po prostu siłę do pokonywania różnych przeciwności. Umiemy nagle i z niczego stworzyć coś dobrego. Tak samo jest przy tym projekcie. Zebrałam taką grupę ludzi, która jest zdeterminowana do tego, żeby zrobić coś dla świata. Właśnie z tego powodu, że wierzymy, iż wszystkie dzieci mają prawo do tego, co jest dla nich najlepsze i że po prostu potrzebują nas – dorosłych do stworzenia tych warunków.  

Jak radzę sobie z łączeniem tych ról? Nie da się ukryć, że to olbrzymia odpowiedzialność, którą bierzesz na siebie w momencie, kiedy decydujesz się na jakieś nowe działanie. Pewnie nie każdy może sobie z taką odpowiedzialnością poradzić, ale widocznie ja tak. Często używam takiego powiedzenia, że Pan Bóg daje ludziom tyle, ile oni mogą udźwignąć i widocznie ja mogę właśnie tyle udźwignąć. 

Jest coś niesamowitego w ludziach, którzy tworzą Wayair Foundation. Warto podkreślić, że oni wszyscy pracują przy tym projekcie jako wolontariusze. Każdy z nich jest bardzo zajętym człowiekiem, każdy z nich robi coś ważnego. Ela Drygas jest współzałożycielką Łejerów (http://szkola.lejery.pl/). Razem z Jurkiem Hamerskim. Dzisiaj nie są już w pełni zaangażowani w codzienną pracę w szkole, ale odpowiedzialność za to, jak będzie się rozwijała ta placówka, jest nadal bardzo duża. Mimo to Ela zdecydowała się na pracę z dziećmi z Burundi i dwa lata temu po raz pierwszy trzymały kredki w rękach właśnie dzięki Wayair Foundation i przyjaciołom, którzy nam pomagają. Zaś tydzień temu Ela zrobiła z dziećmi pierwsze miniprzedstawienie i było to zarówno dla niej, jak i dla nich niezwykłe przeżycie. Iwo Borkowicz i Adam Siemaszkiewicz z JEJU Studio (http://jeju.studio/) mają prężnie rozwijające się studio architektoniczne, a do tego olbrzymią odpowiedzialność, bo robią obecnie chyba największy projekt w Poznaniu – pomimo tego są bardzo zaangażowani i nigdy przez te dwa lata nie odmówili pracy dla fundacji. Łukasz Rawecki z ARH+ Pracownia Architektoniczna (http://www.arhplus.pl/index.php?s=aktualnosci) jest doświadczonym architektem oraz bardzo zajętym człowiekiem. Biuro konstrukcyjne Akon (https://www.facebook.com/Akon-Projektowanie-Konstrukcyjne-sc-734993786600688/), czyli Kasia Starzecka ze swoim teamem, tworzy na co dzień olbrzymie realizacje, a tu poświęca się dla takiej małej inicjatywy. To wszystko wymaga czegoś, co ja nazywam Creative Responsibility, czyli: jeśli już się do czegoś zobowiążę, to to robię. Robię to dobrze i kreatywnie, bo w to wierzę i jestem zaangażowany. 

Wielką inspiracją do tych wszystkich działań jest także moja córka Mela, która pisze doktorat na temat uchodźców z Burundi i która do dzisiaj, nieustająco jest naszą ekspertką, „wzbogacaczką” i inicjatorką w zakresie prowadzonych badań oraz współpracy międzynarodowej. 

Dlaczego budujecie szkołę akurat w Ulyankulu?

W latach 70. ubiegłego wieku Tanzania przyjęła setki tysięcy uchodźców z Burundi, jednego z najbiedniejszych państw na świecie, uciekających przed wojną domową na tle etnicznym. Jednym z miejsc, do którego trafili, jest Ulyankulu – obóz dla uchodźców, który rozrósł się do rozmiaru 40-tysięcznego miasta. Żyją tam już kolejne pokolenia. Mieszkańcy pracują i zakładają rodziny. Przyznają jednak, że najbardziej palące dla nich problemy to brak wody oraz ograniczony dostęp do edukacji. Dlatego poznańska fundacja Wayair Foundation buduje tam wioskę edukacyjną, w skład której wchodzą: klasy usytuowane wokół drzew mangowców, zapewniających cień i przyjemny chłód oraz będących naturalnym miejscem gromadzenia się lokalnej społeczności, oraz ośrodek szkolenia nauczycieli, a przede wszystkim teatr, który m.in. posłuży do realizowania autorskiego programu praktycznej nauki języka angielskiego poprzez zabawę.

Jednak oczywiście jest także wątek osobisty. Bardzo ważny. Odpowiedź na to, dlaczego ja zaangażowałam się akurat w takie przedsięwzięcie i dlaczego zdecydowałam się pracować akurat w tym miejscu. To tak naprawdę bardzo proste. Mianowicie: jest taki moment w życiu człowieka, kiedy czujesz, że masz wszystkiego wystarczająco dużo – doświadczenia, znajomych, dóbr czy atrakcji wokół. Wystarczająco dużo, żeby się podzielić. Natomiast tam, siedząc na piasku i patrząc, w jakich warunkach przyszło tej grupie ludzi żyć, po prostu wiesz, że nie masz wyboru. To nie jest kwestia tego, czy chcesz, czy nie chcesz. Po prostu wiesz, że ty musisz to zrobić, że to jest twoja solidarność z innymi. To jest coś, co płynie z serca. Afrykańczycy nam już pomogli – w ‘44 roku w Tangerze powstał obóz dla uchodźców z Polski – Tanzania nam pomogła. Holendrzy także nam pomogli, przekazali Polakom budynki na stworzenie szkoły łejerskiej. Może czas na nas, jak mówi Joanna Kos-Krauze, (https://www.youtube.com/watch?v=rxJm4PXS8U0), na taki rodzaj solidarności ze światem. Chyba jesteśmy im to winni.

Potem przychodzi pytanie – ale jak chcesz to zrobić? Masz świadomość tego, że ludziom, którzy nie doświadczają tego uczucia, które ty masz w sobie, jest trudniej to wszystko zrozumieć. Tak jak my nigdy nie zrozumiemy, przez co oni przeszli, z jakimi wydarzeniami, tragediami, stratami przyszło im żyć. My jedynie możemy ich wzmacniać w tym, że miejsce, w którym żyją, jest wystarczająco dobre, żeby wyżywić i wykształcić tysiące ludzi. Możemy wspólną pracą uczyć dzieci otwartości i tolerancji, funkcjonowania w grupie, wyrażania emocji. I budować. 

Dlaczego w centrum edukacyjnym, które tam powstanie, będzie stosowana metoda nauczania, która powstała w Poznaniu? Co jest w niej takiego wyjątkowego? A przede wszystkim – na tyle uniwersalnego, że mogą z niej skorzystać dzieci w tak odmiennym kulturowo od Poznania miejscu?

Wychowałam się na tym. Bo w Łejerach wychowują się nie tylko dzieci, ale i rodzice – dzieci kształcimy, a rodziców kształtujemy. My się temu bardzo chętnie poddajemy, wychowujemy się razem z dziećmi, uwrażliwiamy się na wiele tematów. Chcemy współpracować, chcemy edukować, chcemy dzielić się tym, co dostaliśmy najlepszego z Łejerów. Dlatego tak wierzymy w tę metodę, w wychowanie poprzez teatr, bo ta metoda jest uniwersalna. Łejery uczą samodzielnego myślenia, myślenia przez sztukę. 

Oczywiście moglibyśmy wybrać metodę super-nowo-technologiczną, ale przecież trzeba mieć co przekazać przez te najnowsze technologiczne rozwiązania! Choć naszym marzeniem jest, żeby szkoła rozwijała się i żeby w przyszłości móc z tych technologii korzystać w większym stopniu. 

Chciałabym podkreślić, że jako Wayair nie jesteśmy zamknięci na inne metody nauczania. Wybór metody łejerskiej, a dokładnie stworzonego na potrzeby Tanzanii programu nauczania angielskiego przez metody teatralne, był naturalny, natomiast otwieramy się także na inne. Pomaga nam Spark Academy (http://spark.edu.pl/), a dokładniej Boguś Janiszewski, Kate Rogozińska oraz Małgorzata Żukowska i Montessori Home Polsko – Angielskie Przedszkole Niepubliczne, udostępniając nam swoje narzędzia. Doskonale rozumiemy się z Barakiem Kultury i Przemkiem Prasnowskim.

Czy sam budynek ma w sobie coś wyjątkowego?

W życiu nie myślałam, że będę brać udział w realizacji, która jest pierwszym polskim projektem architektonicznym w tak innowacyjnej odsłonie w Afryce.  Zadanie było proste – zróbmy budynek, który wykracza poza to, co było budowane do dzisiaj dla dzieci w Afryce. Bo większość stojących tam szkół to budynki inspirowane dawnymi koszarami niemieckimi. One przede wszystkim nie spełniają potrzeb klimatycznych, w klasach temperatura dochodzi do 50 stopni Celsjusza. Architekci, którzy stworzyli projekt, długo rozważali możliwości i pojechali zrobić research. Dopiero potem wybraliśmy miejsce. Ostatecznie zapadła decyzja o lokalizacji szkoły w cieniu mangowców. Wykorzystujemy naturalną wentylację tych drzew. Zrobiliśmy także wszystko, co było możliwe, żeby przywieźć na miejsce zbiornik na wodę, który będzie minimalizował zagnieżdżanie się bakterii bardzo szybko rozwijających się w tamtejszej temperaturze i który daje możliwość zbierania wody ze specjalnie skonstruowanych dachów. Jeden z budynków to teatr. Będzie on pełnił nie tylko rolę edukacji teatralnej dla dzieci, ale przede wszystkim integracji społecznej – taka lokalna agora. Wielkość klas jest celowo dopasowana do potrzeb dzieci. One nie powinny uczyć się w pomieszczeniach, w których mieści się trzysta osób. Zmniejszyliśmy wielkość klas na rzecz przestrzeni do zabawy. Klasy są oddzielone od siebie wewnętrznymi podwórkami, które będziemy aranżować razem z młodymi architektami z Belgii. To jest kolejny krok, który mamy w planie. 

Na jakim etapie jest budowa? Co już udało się zrobić, a co jeszcze przed Wami?

Wybudowaliśmy już kilka klas, które wyposażyliśmy w biurka, krzesła oraz toalety. Ponad połowa budowy za nami. Klasy, podwórka, zbiornik, toalety, toaleta dla niepełnosprawnych. To wszystko jest meganowoczesne. Jednak w tym roku musimy wybudować jeszcze cztery klasy lekcyjne, wykonać drzwi, okna, doprowadzić prąd, który dopiero od roku pojawił się w Ulyankulu, aby ponad trzysta dzieci mogło rozpocząć naukę w szkolę podstawowej. A do tego potrzebujemy wsparcia finansowego. Bez niego nie uda nam się dokończyć budowy. Brakuje nam środków na pracę ludzi i na materiały, a brak sprzętu, generatorów czy wody to wielkie przeszkody. Jednak jesteśmy dumni, że w ogóle udało nam się tyle zrobić. Chciałabym w tym miejscu podziękować POLISH AID za fundusze na start. 

Byłoby jednak dobrze nie stracić dwójki lokalnych nauczycieli, z którymi od dwóch lat pracujemy – bardzo chcielibyśmy ściągnąć ich chociaż na miesiąc do Poznania. Może ktoś chciałby nam pomóc to zorganizować?

Jaka jest rola Q&A Communications w tym projekcie?

Rola Q&A jest naturalna. Jesteśmy agencją komunikacyjną – nie tylko wypuszczamy w świat komunikaty, ale i łączymy różne grupy ludzi ze sobą. Przez dwa lata starałam się minimalizować zaangażowanie agencji, ale naturalne było to, że stąd wyjdzie logo, pierwsza informacja prasowa czy teksty na stronę internetową. Naturalnym jest też, że w momencie, kiedy pojawiła się potrzeba zebrania środków na dokończenie szkoły, część osób z agencji zgłosiła się do pomocy. W ten sposób stworzyliśmy grupę osób, która rozwija ten projekt.